Wojciech Adam Rylski
Data pierwszych narodzin: 4 lipca 1836 roku (Kraków)
Data pierwszej śmierci: 17 lutego 1863 roku (Miechów)
Ksiądz
Kapelan powstańczy
Anioł stróż
Edgar
"VOYTEK"
"Kolejny imigrant!"
Budowlaniec / "Złota rączka" / pracownik ekipy remontowo - wykończeniowej
I Credo
"Credo in Deum Patrem omnipotentem,
Creatorem caeli et terrae;
et in Iesum Christum, Filium eius unicum,
Dominum nostrum; (...) descendit ad inferos; tertia die resurrexit a mortuis; ascendit ad caelos, sedet ad dexteram Dei Patris omnipotentis; inde venturus est iudicare vivos et mortuos."
Był taki czas, że wymawiałem te słowa głośno, z odpowiednią, nabożną czcią. Wierzyłem, tak bardzo wierzyłem. Wierzyłem w Jego plan, w Jego nieomylność. Kochałem. Ufałem. Chciałem Mu służyć i wypełniać Jego wolę. Pochylałem głowę przed figurą Boga Ukrzyżowanego i wielbiłem Jego Boskość i Doskonałość. Pan. Ten, co pokonał śmierć.
Zbawiciel.
Potem nie musiałem już wierzyć w życie wieczne, bo sam przekonałem się, że istnieje. Próbowałem jednak zrozumieć, kim był naprawdę ten, do którego tak bardzo chciałem się kiedyś upodobnić. Bóg - człowiek? Wieczny, ale jednak śmiertelny, podczas gdy ja sam miałem już nigdy nie umrzeć. Podobnie jak wielu, wielu innych przede mną. Stworzeni przez Ojca na długo przed narodzinami Syna . Kiedyś klękając w kaplicy szeptałem: „Panie, uczyń mnie podobnym sobie” . I stałem się, tak jak i On, narzędziem. Należałem do Jego armii, choć nie byłem żołnierzem. Nie moim zadaniem było walczyć. Miałem Chronić. Pomagać. Wspierać. Trwać. Widziałem w tej misji pewną analogię do mojego pierwszego życia. W obu przypadkach też koniec przyszedł, bo na próżno i za wszelką cenę chciałem ratować to, co nie miało przetrwać.
Teraz chciałbym wierzyć w Jego powtórne przyjście. W to, że można wymazać winę, że prawdziwe jest Jego miłosierdzie. Że ten, który jest Bogiem i Człowiekiem zrozumie, jak silna jest ludzka słabość. Osądzi, jako żywego i umarłego jednocześnie. Chcę wierzyć, że jeszcze istnieje dla mnie wybawienie.
II Sanctus
Benedictus, qui venit in nomine Domini
Przykazano mi, bym miłował tak, jak mnie umiłowano. A ja wierzyłem w Jego miłość. Kochałem ludzi, wśród których żyłem. Kochałem tych, wśród których umierałem. Także tych, przez których umarłem. Ufałem, że jest to droga, która prowadzi do świętości. Nie zdawałem sobie do końca sprawy z tego, czym jest świętość. Możliwe, że wciąż tego nie wiem. Otrzymałem skrzydła, widziałem Światło. Może byłem święty. Może to był tylko kolejny etap. Może świętości nie ma.
Przykazano mi, bym miłował. Więc robiłem to dalej. Kochałem każde przypisane mi istnienie. Trwałem przy pierwszym krzyku, łagodziłem upadki, wygładzałem kanty. Prowadziłem odpowiednimi ulicami, trzymałem w objęciach, kiedy wydawało im się, że nie są w stanie iść dalej. Szeptałem do ucha słowa, które potem brali za własne myśli. Byłem przy nich, gdy zamykali oczy i oddychali po raz ostatni, trzymałem za rękę i uspokajałem, by się nie bali. Dbałem, by odchodzili pełni ufności i nadziei.
Przykazano mi, bym miłował. Nade wszystko kochałem Boga swego jedynego i wszechmogącego. I Jemu poświęciłem swoje życie. Dla kogoś innego poświęciłem jednak nieśmiertelność. Bo okazało się, że można miłować za bardzo.
III Kyrie
Confiteor Deo omnipotenti et vobis, fratrees,
quia peccavi nimis
cogitatione, verbo, opere, et omissióne:
mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa.
Wypijam resztkę taniego alkoholu z zakurzonej szklanki. Obok jakiś mężczyzna spowiada się barmanowi ze swoich przewinień minionego dnia. Mamroczę pod nosem
"Deus, Pater misericordiarum, tibi tribuat et pacem" i uśmiecham się pod nosem z gorzkim rozbawieniem. Wychodząc, zarzucam na ramiona czarną skórzaną kurtkę z wyhaftowanymi skrzydłami na plecach. Kolejna ironia. Noc jest chłodna, pachnie każdym możliwym grzechem. Słyszę zegar wybijający godzinę, która jest zbyt późna lub zbyt wczesna, w zależności od sytuacji zainteresowanego. Oświetla mnie mdłe światło migoczącej latarni. Jestem widoczny, ale wciąż czuję się niewidzialny.
"Kolejny imigrant".
"Dobrze pracuje, nie mówi za dużo."
"Trochę dziwny, ale może nie zna za dobrze języka."
Nikt nie zadaje za dużo pytań tym, którzy nie chcą na nie odpowiadać.
Siadam na ławce i przymykam oczy. Słyszę rozmowy, krzyki, chwiejne kroki zagubionych ludzi i wiem, że ktoś przy nich jest, że ich prowadzi i strzeże. Gdyby się mocniej skupili, sami wyczuliby tę obecność.
Otwieram oczy. Przy mnie nie ma nikogo.
Emme
ODAUTORSKO
Tym, którzy przebrnęli przez kartę bardzo dziękuję :) Twarzy udzielił Matt Bomer. do wątków zapraszamy wszystkich, łącznie z Mistrzem Gry ;D